Nie mam słów, żeby opisać to, co wydarzyło się w moim życiu w ostatni weekend. Wciąż jestem w pozytywnych emocjach.
Poszłam pierwszy raz w życiu na hackathon — Hack4Change. To taki 48-godzinny event dla programistów i nie tylko, w trakcie którego tworzy się rozwiązania zmieniające świat na lepsze. W tym roku w klimacie morskim, pod hasłem „See the Sea" — o ratowaniu Bałtyku i Zatoki Gdańskiej. Organizatorem jest Fundacja CODE:ME, a spotkaliśmy się na Wydziale Biologii Uniwersytetu Gdańskiego.
Poszłam bez oczekiwań, otwarta na wszelkie doświadczenia. Okazało się, że większość uczestników miała już swoje zespoły i pomysły — niektórzy przyszli z gotowymi projektami, które tylko ulepszali, inni z ambitnymi rozwiązaniami realnie ratującymi środowisko. Jestem pełna podziwu dla tego eventu i dla ludzi, którzy się na nim pojawili.
Ja jak zwykle na flow, prowadzona przez Wszechświat, zupełnie naturalnie znalazłam się w grupie, która także zupełnie „przypadkiem" idealnie się dobrała — pod względem umiejętności, chęci robienia określonych zadań i wspólnej wizji. I równie „przypadkiem" przy naszym stoliku, w trakcie burzy mózgów, pojawiła się mentorka Tetiana Pushechnikova, która podsunęła pewien pomysł. Po wielogodzinnych naradach i rozważaniu różnych kierunków wróciliśmy do tego pierwotnego — w zmienionej formie.
W ten weekend wypadły największe upały — temperatury sięgały ponad 35 stopni, a intensywna praca w oszklonym budynku była nie lada wyzwaniem. Ale mimo upałów czułam się świetnie i byłam pełna energii oraz motywacji.
Okazało się, że umiem pracować w zespole
To był mój pierwszy raz pracy w grupie. Jako freelancerka, perfekcjonistka, indywidualistka i człowiek-orkiestra zastanawiałam się, czy w ogóle umiem pracować w zespole. Okazało się, że umiem! Mało tego — to było bardzo ciekawe doświadczenie móc oddać komuś innemu część zadań, które nie są dla mnie „ulubione", i skupić się na tym, co cieszy najbardziej — układaniu tak, żeby było ładnie. W branży IT mówią na to frontend / design UX/UI.
Była to lekcja oddania kontroli i zaufania. Poczułam ulgę, że nie muszę wszystkiego robić sama jak zawsze i że to jednak jest zrobione. Za to, żeby aplikacja działała, czyli za backend, odpowiadał Kamil Rybacki. Za research i wychodzenie do ludzi — Ania Jaskulska.
Z perspektywy czasu czuję jednak, że ciekawość tego, jak to wszystko działa od spodu, robi się we mnie coraz większa ;)
W praktycznie jeden dzień stworzyliśmy działającą aplikację z realnym potencjałem — SeaSteps (seasteps.pl). Za wszystko, co widać — łącznie z logo i nazwą — odpowiadam ja. Patrząc na to, jak szybko powstał cały projekt, myślę, że wyszło naprawdę fajnie!
SeaSteps — spacer, który łączy
Najpiękniejsze jest dla mnie to, że przy okazji stworzyliśmy coś, co naprawdę ma sens i może w lekki sposób pomóc innym. Bo samotność to dziś realny problem społeczny. Z badań CBOS wynika, że w ciągu siedmiu lat poczucie samotności w Polsce podwoiło się, a najmocniej dotyka młodych dorosłych w dużych miastach. Ponad połowa Polaków ocenia przy tym swoje relacje jako powierzchowne. Często nie chodzi nawet o brak ludzi wokół, lecz o brak głębszego kontaktu — i o to, że na wspólne wyjście nad wodę czy do lasu zwyczajnie brakuje towarzystwa.
SeaSteps zamienia spacer w grę, która łączy ruch, ludzi i naturę. Zbierasz punkty za kroki — więcej, gdy idziesz z kimś, w grupie albo blisko natury. Zakładasz profil, dodajesz zainteresowania i umawiasz się z osobami, które chcą tego samego: na spacer, bieganie czy zwykłą rozmowę na świeżym powietrzu. Aplikacja ma zachęcać do wychodzenia z domu, poznawania innych i wspólnych inicjatyw — takich jak sprzątanie plaży czy sadzenie drzew.
Ekologia działa tu „nie wprost". Nie moralizujemy — po prostu nagradzamy bycie tam, gdzie jest dobrze: w zieleni i nad wodą. Zebrane punkty wymieniasz na realne dobro, jak zasadzone drzewo, adopcja foki albo zniżki u lokalnych partnerów. Mniej samotności, więcej ruchu, spokoju i czystszego otoczenia. Bo w SeaSteps każdy krok ma sens.
Tyle endorfin, że trudno to opisać
Tyle endorfin, dobrej energii, flow i czegoś, czego nawet trudno mi nazwać. To było naprawdę cudowne doświadczenie. Wiele lat pracowałam sama, na własnych zasadach — a tutaj przekonałam się, jak dużo daje tworzenie razem z ludźmi, którym zależy na tym samym.
A na to wszystko wisienka na torcie — WYRÓŻNIENIE. Ja się czuję jak zwycięzca! Patrząc na to, w jak krótkim czasie powstał cały projekt, jestem z nas naprawdę dumna.
Organizacja była perfekcyjna, wszystko grało, a do tego codziennie pyszne jedzenie, którego było aż nadto. Spędziłam super czas. Dziękuję organizatorom — i sobie, że podjęłam decyzję, żeby przyjść. :)
SeaSteps chciałabym rozwijać dalej, bo to naprawdę ciekawy projekt, który może przynieść wiele dobrego. Tylko takich projektów nie robi się samemu — potrzebne są zaangażowane osoby i wsparcie. Zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi.
Bo w SeaSteps każdy krok ma sens.
seasteps.pl
Kto wygrał i o czym to było
Na scenie stanęło 18 drużyn — poziom był wysoki i każdy projekt miał w sobie sens. Oto te, które jury i publiczność docenili szczególnie:
- 1. miejsce — Sea Clearly — wykrywanie groźnych plam i zanieczyszczeń na Bałtyku oraz anomalii w ruchu statków.
- 2. miejsce — AgroPool — platforma logistyczna dla rolnictwa: łączy małych producentów z nadwyżkami plonów, przewoźników jadących „na pusto" i odbiorców hurtowych. Mniej marnowanej żywności i niższa emisja CO₂.
- 3. miejsce — BaltiCopilot — analiza otwartych danych i zdjęć satelitarnych wspierana przez AI, do lepszego wykrywania i przewidywania zagrożeń na morzu.
- Wyróżnienie jury (projekty rozwijane) — ArcaderOS — automat do gier zbudowany ze śmieci i elektrośmieci, z własnym systemem, który zarabia na cele charytatywne i uczy tworzyć gry.
- Nagroda publiczności — BaltiCopilot.
- Wyróżnienia — doomGåte (aplikacja pomagająca odzyskać kontrolę nad czasem ekranowym — zamiast bezmyślnego scrollowania streaki, odznaki i łamigłówki) oraz SeaSteps — nasz projekt, o którym pisałam wyżej.
Serdeczne gratulacje dla zwycięzców — projekty były niesamowite!
Olimpia